wtorek, 27 grudnia 2016

X Puls Literatury - podsumowanie


Festiwali literackich w Polsce nie brakuje. Mamy warszawski Big Book, wrocławski Miesiąc Spotkań Autorskich, Literacki Sopot, krakowski Conrad Festival, empikowy Apostrof i pewnie jeszcze wiele mniejszych wydarzeń, promujących literaturę i czytelnictwo. 

Jest też łódzki Puls Literatury.

Nie jest to jeden z tych festiwali, które wykwitły na polskiej mapie wydarzeń kulturalnych w ramach gorączkowego naprawiania stanu czytelnictwa w Polsce. Nie, łódzki Puls to wydarzenie od lat zrzeszające miłośników nie tylko czytelnictwa, ale i dziedzin sztuki oscylujących wokół słowa pisanego. To wydarzenie wielopłaszczyznowe, wielokrotnie poruszające treści głębsze, trudniejsze, nie tak łatwo dostępne dla niedzielnego czytelnika. Adresatami Festiwalu nie są bowiem osoby czerpiące doznania literackie wyłącznie z półki z empikowymi bestsellerami, ale ci, którzy swoimi upodobaniami sięgają nieco dalej. 

Pulsowi chyba najbliżej do śp. Portu Literackiego, z tą różnicą, że obejmuje swoim zakresem więcej, niż produkty jednego wydawnictwa. W tym roku odbyła się jubileuszowa, X edycja Pulsu. Było literacko, teatralnie, muzycznie, artystycznie. Liczba zaproszonych gości oraz zaplanowanych wydarzeń przyprawiała o zawrót głowy. Od 3 do 10 grudnia, od 17:00 do późnych godzin wieczornych (a nawet nocnych) w Domu Literatury przy ul. Roosevelta 17 gromadzili się czytelnicy, którzy chcieli spędzić czas w nieco bardziej kulturalny sposób. Zresztą, sytuację najlepiej zobrazuje poniższy film: 

To, co zdecydowanie przemawia za Pulsem, to jego wyjątkowa atmosfera. Przekraczając próg Domu Literatury w zatrważająco szybkim tempie z roli „intruza” przechodzi się do „stałego bywalca”, niemal „domownika”. Nie ma tutaj zbędnego nadęcia i patosu, pojawia się za to niestety chaos. Z doświadczenia wiem jednak, że przy organizacji tak dużych wydarzeń chaos jest czym typowym i nie da się go uniknąć. Ważne, by nie przekraczał tej granicy, w której odbiorca ma wrażenie, że nikt nie panuje nad biegiem wydarzeń i całość zamienia się w improwizację. Pulsowi to całe szczęście nie groziło.

Ale gościnność nie wystarczy, ważniejsza jest meteorytyka. Pod tym względem Puls również stoi na wysokim poziomie. Spotkania zostały zaplanowane tak, by na scenie Domu Literatury pojawiły się persony znane i lubiane (m.in. Jacek Dehnel, Stefan Chwin, Magdalena Parys czy muzycznie Tomek Lipiński i Pablopavo) oraz te, które potrzebują promocji. Zupełnie początkujący mieli szansę, by za sprawą festiwalu wypłynąć, a to za sprawą szeregu konkursów, m.in. na prozę poetycką, dramat współczesny, debiut książkowy, poezję oraz tekst krytycznoliteracki. Spotkania bywały intrygujące, poruszały ważne tematy, zarówno dla samych literatów, jak i dla całego społeczeństwa. Zdarzały się również dyskusje zażarte, jak np. podczas spotkania towarzyszącego antologii Obraz i wir Leszka Engelkinga i Andrzeja Szuby. Uczestnictwo w takich spotkaniach to czysta przyjemność, nawet jeśli się nie wie, czym jest imaginizm. 

Jakub Kornhauser. Spotkanie poświęcone "Wierszom zebranym" Juliana Kornhausera
Myślą przewodnią tegorocznego festiwalu był dialog. Ów dialog zdaje się być właśnie piętą achillesową festiwalu. Puls Literatury tworzy bowiem monolog. Piękny tekst o ludziach zrzeszonych wokół jednej sprawy, jaką jest piękna i mądra myśl zawarta w literaturze. Uczestnicząc w spotkaniach widziałam cały czas te same twarze: ludzi zaangażowanych w tworzenie kultury, pisarzy, wykładowców, dziennikarzy. Osoby „spoza” kręgu wślizgiwały się jedynie podczas koncertów, stając się raczej tłem dla melorecytacji Pulsu, niż parterem w rozmowie.

Problemem tego festiwalu jest jego nieprzystępność. Niczym introwertyk, najlepiej czuje się on we własnym towarzystwie, w pięknej kamienicy przy Roosevelta 17, okazyjnie w Teatrze Nowym czy pobliskich klubach. Gdzieś dookoła istnieje jednak Łódź, Polska, która w mniejszym lub większym stopniu gotowa jest do podjęcia dialogu. Wystarczy tylko zacząć rozmowę. Nawet z tym niedzielnym czytelnikiem.


Mała Literacka. Spotkanie z Michałem Książkiem i Maciejem Płazą

Oczywiście nie jest to problem wyłącznie tego konkretnego wydarzenia. Organizując festiwale literackie, baletowe czy teatralne zawsze staje się przed problemem, jak dotrzeć do osób, które nie są tym pierwszym, docelowym „targetem”. Najłatwiej jest „wyjść” do ludzi, tak jak to ma miejsce np. podczas Imienin Kochanowskiego, które przybierają formę radosnego pikniku organizowanego w warszawskim Ogrodzie Krasińskich. Albo tak jak podczas pierwszej edycji Big Book zorganizować maraton czytania dzieł Mrożka na Dworcu Centralnym. Pomysłów nie brakuje, trzeba się tylko odważyć i przełamać barierę. Później pójdzie już jak z płatka. 

W tym roku Puls poczynił pierwsze kroki i zaprosił łodzian do uczestniczenia w wyborze laureata Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima. Oddano 233 głosy. Oczywiście można debatować, czy to dużo, czy mało, ja jednak interpretuję tę liczbę jako dobry start i obietnicę nawiązania dialogu z „miastem”, a korzystając z dobrodziejstw internetu wykraczając również i poza jego granice. 

Głosowanie na ul. Piotrkowskiej w Łodzi
Wierzę, że kolejna, XI edycja Festiwalu będzie miała już ten problem już za sobą. Szkoda bowiem, by tak ciekawe wydarzenie organizowane było wciąż dla tego samego grona odbiorców. Nie jest to łatwe, ale może się ud.
Znając gościnność i serdeczność organizatorów Pulsu - uda się na pewno.

źródła zdjęć:
Fb Puls Literatury 
Fb Dom Literatury
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz