wtorek, 10 stycznia 2017

Cybulski. Podwójne salto




Bycie aktorem to jedna z najsamotniejszych doli na świecie. Bycie dobrym aktorem nie jest łatwe, a bycie dobrym człowiekiem jest jeszcze trudniejsze. Nim odejdę, w obu chciałbym osiągnąć perfekcję. 

Tak powiedział kiedyś Jams Dean, tragicznie zmarły aktor, któremu pomimo stosunkowo krótkiej kariery udało się zostać ikoną młodych Amerykanów w latach 50. minionego wieku. Znudzeni korowodem oddających życie za ojczyznę wojennych bohaterów nastolatkowie szukali kogoś, z kim mogliby się utożsamiać. Kogoś, kto swoim nonkonformizmem i buntem wykreowałby nową sylwetkę filmowego amanta.

To poszukiwanie nowego wzoru, przedstawiciela nowego pokolenia, dotknęło również Europejczyków. W Polsce wybór padł na Maćka Chełmickiego, a raczej na aktora, który wcielił się w rolę tego zadziornego chłopaka: Zbigniewa Cybulskiego. 

Kim tak naprawdę był aktor, który niemal z miejsca stał się bożyszczem kobiet i wzorem do naśladowania dla mężczyzn? Tę zagadkę stara rozwiązać się Dorota Karaś w swojej najnowszej książce Cybulski. Podwójne salto. 


Nie jest to kolejne opracowanie mające na celu wzniesienie Zbyszka na piedestał, stanowiące zachętę do czołobitności. Takich pozycji było już na rynku wiele, dziesiątki biografii ukazujących „polskiego Jamesa Deana” jako genialnego aktora i niezwykłego gentlemana. Objawienia, o którego zabiegał Antonioni, reżyser słynnego Powiększenia oraz Marlene Dietrich. W tym przypadku jest to raczej portret obnażający aktora z jego ekranowej pozy, pokazujący Cybulskiego takim, jaki był prywatnie, bez zbędnego upiększania. 

Podwójne salto, chociaż z założenia jest biografią, miejscami bardziej przypomina reportaż. Autorka spotykając się z osobami z otoczenia aktora, wertując kolejne publikacje i listy czy przeglądając pozostawione po nim pamiątki, powoli dekonstruuje mit bohatera, jakim przez lata, począwszy od heroicznej roli w Popiele i diamencie, aż po tragiczną śmierć, zdążył obrosnąć Cybulski. 


Zaczynając od momentu śmierci i widowiskowego pogrzebu aktora, autorka cofa się do najbardziej tajemniczego i skrywanego epizodu życia Zbigniewa. O ile o latach wojennej rozłąki z rodzicami niektórzy jeszcze słyszeli, tak o dzieciństwie spędzonym w pięknym kresowym dworku rodu Jaruzelskich niewielu już wie. Sam autor pomijał ten fakt, zupełnie tak, jakby wstydził się swojej "komfortowej" przeszłości. W odtworzeniu historii rodu autorce w sukurs przychodzi jednak brat matki Cybulskiego, który przez całe swoje życie pełnił rolę kronikarza rodu. Dzięki jego zapiskom odkrywamy beztroską, czasem nieco łobuzerską przeszłość małego Zbyszka, brutalnie przerwaną przez nadejście wojny. 

Na tym jednak nie koniec demaskacji i „odczarowywania” polskiego Deana. 

Nagle okazuje się, że ten uwielbiany przez kobiety mężczyzna sam miał bardzo zaniżone poczucie własne wartości, a w młodości często dostawał "kosza" od swoich wybranek. Ten czuły romantyk nie potrafił stworzyć szczęśliwej rodziny, regularnie zostawiał żonę z synem w pustym mieszkaniu, a sam uciekał jak najdalej od domowego ogniska. Jeden z najlepszych aktorów miał problem ze zdobyciem angażu w kolejnych produkcjach. Perfekcjonista notorycznie spóźniał się na plan i nie był w stanie zapamiętać tekstu. Wzór powojennej młodzieży pod koniec życia upijał się z byle kim i spędzał czas z kochanką. Zupełnie tak, jakby Cybulskich było co najmniej dwóch: jeden taki, jakim chciała go widzieć widownia, drugi daleki od ideału Zbyszek codzienny. 


Dorota Karaś stworzyła portret człowieka, którego życie przypominało nieustanną walkę. W dzieciństwie o przetrwanie wojny, w młodości o zyskanie uznania w gronie koleżeńskim, w życiu dorosłym o spełnienie własnych artystycznych wizji. Walkę z otaczającą go popularnością, walkę z odrzuceniem przez kolegów z branży, walkę z samym sobą. Można sobie zadać pytanie, jak potoczyłyby się dalsze losy Zbyszka, gdyby nie feralny wypadek na wrocławskim dworcu. Czy udałoby mu się odbić i spełnić swoje marzenia o zastaniu reżyserem, czy może zupełnie pogrążyłby się w alkoholu dalej pijąc z przypadkowymi osobami, nie mogąc się pogodzić z upływającym czasem?

Nie bez przypadku rozpoczęłam ten tekst od wypowiedzi Deana. Cybulski przez całe życie dążył do perfekcji, zarówno w życiu osobistym, jak i na polu zawodowym. Stawiał sobie coraz to wyższą poprzeczkę, i tak chociaż nie posiadał predyspozycji do zastania sportowcem, z uporem maniaka startował w wszelakich rywalizacjach i promował kulturę fizyczną wśród rówieśników. Kiepska dykcja nie zniechęciła go do pójścia do szkoły aktorskiej, a słaby wzrok nie powstrzymał go przed grą bez okularów w Rękopisie znalezionym w Saragossie. Zwykło się mówić, że na ekranie „szarżował”, jednak nie była to wyłącznie poza. Cybulski szarżował przez całe swoje życie. Z wiadomym skutkiem. 

Podwójne salto nie jest opowieścią o wspaniałym i barwnym życiu aktora odnoszącego sukcesy. To raczej smutna historia o tym, jak tragiczną postacią był Zbigniew Cybulski. I chociaż otaczał go cały zastęp fanów (tłum na pogrzebie aktora przeszedł już do historii), to tak naprawdę Dorota Karaś pokazuje czytelnikowi postać wyobcowaną, której chyba nikt nie był w stanie zrozumieć. 

W końcu, jak to ujął James Dean:

Bycie aktorem to jedna z najsamotniejszych doli na świecie.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz