sobota, 17 grudnia 2016

Boleśmian - Samozwańczy Rok Leśmiana


Jak to, dlaczego Leśmian nie może stać się patronem roku 2017? Dlaczego mamy nie popularyzować jego twórczości? Dlaczego nie możemy oddać należnego mu hołdu? W czym jest od niego lepszy Józef Korzeniowski znany wszystkim jako Joseph Conrad

Po kolei. 
Co roku Sejm i Senat wybierają postacie, które będą ”patronować danemu rokowi”. Wybór podyktowany jest najczęściej okrągłą rocznicą narodzi/śmierci danej perony lub jakąś inną ważną datą związaną z konkretnym wydarzeniem. Oczywiście osoby/wydarzenia powinny swoją istotą prezentować jakieś wartości dodatnie, które będzie można eksponować i roztrząsać w danym roku. I tak w 2017 roku przyświecać nam będą:
  • Rzeka Wisła (?!) 
  • Koronacja Matki Bożej Częstochowskiej (w 300 rocznicę tego wydarzeń) 
  • Joseph Conrad (w 160 rocznicę urodzin) 
  • Marszałek Józef Piłsudski (w 150 rocznicę urodzin) 
  • Władysław Raczkiewicz (w 70 rocznicę jego śmierci) 
  • Władysław Biegański (w 100. rocznicę śmierci oraz 160. rocznicę urodzin) 
  • Józef Haller 
  • św. Brat Albert 
  • bł. Honorat Koźmiński 
  • Tadeusz Kościuszko (w 200 rocznicę śmierci) 
Oprócz rzeki wszystko zdaje się mieć jakiś sens. 

Problem w tym, że wśród zgłoszonych kandydatur znalazł się jeszcze jeden poeta: Bolesław Leśmian. W tym roku przypada 140. rocznica urodzin poety i 80. rocznica jego śmierci. Jednak mimo tak oczywistych przesłanek, nie zdecydowano się na wybór Leśmiana i zostano przy Conradzie. Dlaczego? 

Zacznijmy od Conrada i tego, weryfikacji stopnia, w jakim jest to autor polski. W toku mojej kariery szkolno-studenckiej z jego twórczością, a konkretnie z Jądrem ciemności spotkałam się dwukrotnie: w liceum po polsku na lekcji języka polskiego i na studiach po angielsku na zajęciach z literatury brytyjskiej. W liceum omawiałam książkę przepuszczoną przez tłumacza, na studiach oczyszczony z translatorskich naleciałości oryginał. Zarówno przy pierwszej, jak i przy drugiej okazji Conrad został mi przedstawiony jako Polak piszący po angielsku z naciskiem, że jego dzieła wchodzą do kanonu literatury brytyjskiej, nie polskiej. Oczywiście cieszymy się, że nasz rodak zapisał się na kartach literatury światowej, jednak gdzieś w głębi czujemy ukucie, że nie zrobił to w języku polskim. 

Na ile jest on nasz, na ile Brytyjczyków? Tego nie sposób oszacować, ale przeczuwam, że mieszkańcy Wysp mają do niego większe prawo. 

Porzućmy już jednak kwestię, czy Conrad powinien zostać w ogóle uwzględniony w zawodach. Zostańmy przy tym, że jego pochodzenie sprawia, że należy on w takim samym stopniu do świata anglosaskiego, jak i polskiego.

Kolejnym kryterium przy wyborze patrona jest dostępność jego twórczości i sama popularność autora. 

Owszem, w ujęciu międzynarodowym Conrad jest dość znaną personą i Leśmian mu w tym aspekcie do pięt nie dorasta. Obaj panowie pojawiają się natomiast w szkolnych podręcznikach i ich twórczość omawiana jest na lekcjach. Wiadomo, że ze względów objętościowych więcej uwagi poświęca się Conradowi. Fakt, może jest go niewiele, ale w obecnej dobie to chyba nie stanowi problemu, zawsze można skorzystać z zasobów intrnetu. Sama pamiętam, jak w 2008 r. roku Zbigniewa Herberta, w podręczniku mieliśmy jeden, góra dwa wiersze pisarza i nasza nauczycielka (myśląc, że pojawi się on na maturze) znosiła nam kserówki z jego wierszami, a ja sama z siebie zakupiłam tomik z jego poezją (to był chyba pierwszy tomik, który nabyłam, nie licząc podbierania mamie Baczyńskiego, którego wówczas wielbiłam całym moim sercem). Dla chcącego nic trudnego. 

A skoro już mówimy o dostępności… Leśmian jest uniwersalny. Z jego Klechd skorzystają najmłodsi, starsi mogą zaczytywać się w erotykach. Co więcej, twórczość poety była wielokrotnie adaptowana i wykorzystywana w muzyce popularnej. I to nie tylko Marek Grechuta, który wprowadził Malinowy chruśniak do zbiorowej świadomości Polaków. To również Pustki, Ewa Demarczyk, Grzegorz Turnau, Żywiołak, Magdalena Kumorek czy Anna Maria Jopek

 

Rozumiem, że twórczość Leśmiana postrzegana była jako „niedzisiejsza”, a on sam zyskał miano epigona, ale to nie powód, by traktować jego poezję po macoszemu. Tym bardziej, że jest styl, stopień zaangażowania natury, kreacja nowych światów czy nowego słownictwa, sprawia, że jego twórczość można dogłębnie analizować i to na wielu płaszczyznach. 

Ale roku Leśmiana nie będzie. Bo nie. 

W sukurs przychodzi łódzki Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka, który nie patrząc na preferencje naszych polityków, ogłosił samozwańczy rok Leśmiana. Boleśmian – Samozwańczy Rok Leśmiana to projekt realizowany w ramach kampanii społeczno-edukacyjnej. W ramach projektu realizowane będą wydarzenia dedykowane osobom niewidomym i słabo widzącym oraz głuchym. 

Planowane są słuchowiska radiowe, warsztaty dla dzieci i dorosłych, wieczory poświęcone twórczości Leśmiana, czytania performatywne, spektakle. Wszystko to, by uczcić pisarza, który w latach 1916-1917 pracował w łódzkim Teatrze Polskim (obecnie Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi) zajmując się stroną literacką jego działalności. 

Za nami już pierwsze wydarzenie inaugurujące obchody: w minioną sobotę odbyło się czytanie performatywne Baśni o pięknej Parysadzie i o ptaku Bulbulezarze. Pełna recenzja pojawi się w odrębnym poście, póki co mogę stwierdzić jedynie, że jeśli całe obchody mają stać na podobnym poziomie, to szykuje się nam cykl interesujących i profesjonalnie wykonanych spotkań z poezją Leśmiana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz